Rozstanie... i co dalej? Jak przetrwać i przeżyć tę całą sytuację? Przemyślenia moje i innych osób.
niedziela, 03 maja 2009

 

Wiele osób po przeczytaniu tej notki zapewne buntowniczo zareaguje na to, co staram się doradzić. Stawiam na to, że wiele osób może zdecydowanie skrytykować moje podejście i zupełnie je odrzucić. Mimo, że koncepcja, którą staram się tutaj przedstawić wygląda na pierwszy rzut oka prowokacyjnie to mnie osobiście pomogła.

Podejrzewam, że większość osób tuż po rozstaniu wychodzi z założenia, że przechodzi przez wielką tragedię życiową, że nikt inny nie jest w stanie ich zrozumieć. "No tak ludzie się rozstają ale rzadko kto jest tak ze sobą blisko jak my byliśmy z... (tu wstaw imię partnera/partnerki)". Postrzegamy swój były związek jako idealny, a rozstanie jako nieszczęście, które rzadko kogo spotyka.

Trzeba zacząć myśleć o tym w trochę inny sposób. Trzeba sobie uświadomić, że tego typu rozstanie to bardzo trudna sytuacja... ale nie należy jej nadawać aury unikalności. Czym szybciej zaczniemy postrzegać to rozstanie jako sytuację, która się zdarza też innym ludziom, jako sytuację z którą można sobie poradzić (bo inni sobie w końcu poradzili, nie?), tym łatwiej będzie nam przetrwać.

Mnie pomogły... filmy, książki oraz opowieści innych osób. Dla przykładu: kiedy oglądałem film, w którym mężczyznę przechodził przez rozstanie... to przeżywałem to wszystko z nim, wreszcie dzięki własnemu doświadczeniu mogłem poczuć i zacząć odczuwać to, przez co on może w danej chwili przechodzić. Dzięki temu wydaje mi się, że jakoś mogłem "przepracować" własne emocje.

Poznawanie historii innych ludzi, którzy przechodzili przez rozstania jest jeszcze o tyle pomocne, że w wielu przypadkach to rozstanie nie okazywało się być dla tych osób końcem życia, ale po prostu przejściowym (chociaż często długim) trudnym okresem w życiu, po którym jednak często nastąpowało dalsze szczęśliwe życie.

Żeby stwierdzić szczerze, że "moje rozstanie nie jest niczym unikalnym ani nadzwyczajnym" trzeba być uświadomionym co do tego, że nie jesteśmy pępkiem świata, że świat się nie kręci wokół nas.

Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje (widać to zresztą po tej notce, której daleko od zorganizowanego i przejrzystego toku rozumowania) ale dla mnie moment w którym uświadomiłem sobie, że moja historia nie jest niczym nadzwyczajnym, okazał się bardzo pomocny. Może to kwestia odpowiedniego nastawienia? Dla niektórych osób np. egzaminy maturalne, są o wiele mniej stresujące, kiedy te osoby sobie uświadomią, że prócz nich każdego roku tysiące osób pisze ten sam egzamin... To tylko moja hipoteza ad hoc.

 

23:28, jakporadzicsobiezrozstaniem , Moje przemyślenia
Link

 

W dzisiejszej notce trochę moich osobistych zwierzeń.

Parę miesięcy temu na jednym forum internetowym przeczytałem historię pewnego człowieka. Nie pamiętam teraz szczegółów opowieści. Dotyczyła ona mężczyzny, który został porzucony przez partnerkę, w między czasie pojawiły się także inne problem w jego życiu. To co wyryłem sobie w pamięci to zakończenie tej historii. Mężczyzna ten wspominał, że przez 3 lata każdego niemalże dnia budził się z poczuciem beznajdziejności, bez żadnej motywacji i energii do życia. Nie chciało mu się żyć, myślał również czasami o samobójstwie. Jednak udało mu się te 3 lata przetrwać, po czym znowu go w życiu spotkało szczęście. Szczęście, tak wielkie jakiego się nie spodziewał. Szczęście o wiele bardziej wartościowe od tego, które czuł w poprzednim związku. Szczęście, które pozwala mu teraz powiedzieć, że warto było przetrwać te wszystkie trudne momenty dla obecnego życia.

W trudnych momentach, które mnie się zdarzały/zdarzają starałem sobie przypomnieć tę opowieść. Przypominałem ją sobie po to by móc powiedzieć: nie łam się, smutne chwile miną, z różnymi problemami w końcu sobie poradzisz, jeśli ktoś przez 3 lata potrafił zmobilizować się do życia mimo, tego że świat mu się załamał... to Ciebie też na to stać. I w takich chwilach myślałem czy dalej myślę o przyszłości, o przyszłym związku, o kolejnej miłości, która być może gdzieś tam na mnie czeka (a jeśli nie czeka to nic straconego - szczęśliwe życie nie zależy jedynie od miłości).

Dzięki takiemu sposobowi myślenia udało mi się przebrnąć przez najtrudniejsze chwile. W sytuacji kiedy w moim życiu problem gonił kolejny problem zawziąłem się i stwierdziłem, że to wszystko jakoś przetrwam. I udało się... po paru miesiącach nagle wszystko zaczęło się powoli układać. Nagle życie zaczyna pokazywać swoje jasne strony. Samo się to jednak nie stało. Potrzebne do tego było pozytywne myślenie, które motywowało do konsekwentnego działania. I to systematyczne, przemyślane działanie "krok po kroku" doprowadziło do tego, że na mojej twarzy obecnie coraz częściej gości szczery uśmiech... i zaczynam się cieszyć z życia, bo przekonałem się na własnej skórze, że druga osoba wbrew pozorom nie jest niezbędna do szczęścia (choć jest w tym na pewno bardzo pomocna).

Nie odkryję Ameryki pisząc, że do tego aby być szczęśliwym potrzebne są również chwile kiedy jesteśmy nieszczęśliwi... Rozstanie i ból jaki wtedy przeżywamy z tej perspektywy nie zamykają nas na szczęście, ale wręcz na odwrót - mogą sprawić, że to, czego byśmy jeszcze nie docenili parę miesięcy wcześniej, po naszych traumatycznych przeżyciach staje się przez nas docenione jako źródło radości.

Jeśli czytasz te słowa świeżo po rozstaniu (tzn. w ciągu paru pierwszych tygodni po tym wydarzeniu) to pomyśl sobie: skoro autor bloga poradził sobie ze swoim rozstaniem, mimo różnych życiowych trudności, to mnie też na to stać, ja też z tym sobie dam radę. I z tym przeświadczeniem, jeśli czytasz tego bloga w majowy dość ciepły wieczór, wyłącz komputer, wyjdź na spacer, odetchnij świeżym powietrzem... i przygotuj się mentalnie na szczęście, które gdzieś tam na Ciebie czeka w przyszłości!

 

P.S. Dziękuje za pierwszego maila, z pozytywną opinią na temat mojego bloga. Cieszę się, że dla kogoś moje rady stają się chociaż w małym stopniu pomocne i ułatwiają dalsze funkcjonowanie.

 

00:41, jakporadzicsobiezrozstaniem , Moje przemyślenia
Link
niedziela, 26 kwietnia 2009

 

W dzisiejszej notce zamiast dawać jakąś konkretną radę chciałbym pokrótce się zastanowić nad pytaniem postawionym w tytule tego wpisu.

Długoletnie związki najczęściej są oparte już nie tylko na chwilowej fascynacji czy pożądaniu. Najczęściej między partnerami pojawia się również przyjaźń. Często ta przyjaźń może wręcz dominować związek - części osób to odpowiada, części nie. W kontekście rozstania naturalnie się pojawia pytanie: co z tą relacją dzieje się po rozstaniu? Czy można pozostać przyjaciółmi? Czy sens ma mówienie: wiesz co ja Cię już nie kocham ale przecież zawsze możemy być przyjaciółmi.

W pierwszym momencie wiele odrzuconych osób może zacząć myśleć w ten sposób: zawsze uwielbiałem przebywać z tą drugą osobą, i nadal to uwielbiam... to może uda mi się utrzymywać kontakt z moją/moim eks właśnie jako przyjaciel. Może to pozwoli nam wskrzesić związek? Musimy być przyjaciółmi - przecież ja sobie nie wyobrażam życia bez niej/niego! Takie są pierwsze odczucia... ten scenariusz wydawałby się nawet atrakcyjny gdyby nie...

Emocje. Emocje, które się pojawiają przy każdym spotkaniu. Tęsknota, chęć powrotu, wspominanie starych czasów. Nawet jeśli nasza/nasz eks, zachował się w jakiś koszmarny sposób kończąc długoletni związek to do naszej sfery emocji to nie dociera. Patrząc na nią/niego najczęściej przywołujemy pozytywne wspomnienia. Przywołujemy w myślach uśmiech, dotyk tej osoby, jej głos, który nagle zaczyna brzmieć jak piękna muzyka. Takie spotkania zamiast przynieść ukojenie tylko pogłębiają ranę. Tylko utrudniają zmianę w naszym życiu. A zmiana jest konieczna jeśli chcemy normalnie funkcjonować. Ta druga osoba już się "przestawiła" - zmieniła swój sposób myślenia, swoje uczucia. To w my w tym momencie jesteśmy w tyle.

Nawet jeśli uda nam się pewne rzeczy wypracować, zmienić swoje nastawienie, uda nam się pogodzić ze stratą to każde spotkanie z tą drugą osobą będzie nas wpychać w stare schematy, od których tak bardzo chcemy uciec.

W związku z tym już nawet nie przyjaźń ale jakikolwiek kontakt czasami jest po prostu niemożliwy... Inaczej o tym wszystkim się myśli, kiedy jest się w związku i kiedy hipotetycznie się rozważa możliwość rozstania i dalszych relacji. Co innego gdy samemu się to wszystko przeżyje. Wystarczy porozmawiać ze swoimi znajomymi który doświadczyli kiedyś takiej sytuacji, poprzeglądać fora dyskusyjne w internecie, żeby przekonać się że przyjaźń między dawnymi kochankami to rzecz bardzo trudna i rzadko spotykana. I możliwa głównie wtedy, kiedy do rozstania dochodzi w wyniku podjęcia wspólnej decyzji.

W innym przypadku między dawnymi kochankami zawsze będzie istniała pewna "drzazga". Przyjaźń wymaga zaufania, przyjaźń wymaga szczerości. Osoba, która nagle kończy związek najzwyczaniej w świecie to zaufanie traci. Trudno też mówić o szczerości między osobami, z których jedna (albo nawet obydwie) później może za wszelką cenę próbować udowodnić, że wiedzie jej się w życiu lepiej niż wcześniej i wręcz zyskała na tym rozstaniu.

Wcześniej ze swoim partnerem/partnerką dzieliśmy się każdą informacją, każdym odczuciem... w chwili rozstania tego typu kontakt zostaje nadszarpnięty. Zaczynamy się zwierzać innym osobom, zaczynamy spędzać czas z innymi ludźmi. Przez co później kontakty między dawnymi kochankami mogą się tylko ograniczać do pytań w stylu "co u Ciebie słychać?", bo inne pytanie są blokowane przez barierę. Barierę, którą wzniosło rozstanie...

 

12:06, jakporadzicsobiezrozstaniem , Moje przemyślenia
Link
poniedziałek, 13 kwietnia 2009

 

Kiedy myślimy o rozstaniach, kiedy przypominają nam się takie sytuacje z życia innych osób, czy wreszcie kiedy w swoich rozmyślaniach nawiązujemy do rozstań rzedstawianych w wytworach kultury (film, literatura czy nawet muzyka) to często postrzegamy tego typu wydarzenie jako początek jakiejś czarnej serii. Porzucenie przez ukochaną osobę sprawia, że wiele osób popada w rozpacz na tyle wielką, że zaczyna przez nią zaniedbywać inne aspekty swojego życia.

Niektórzy mają później problemy z nauką w szkole/na uczelni, trochę starsze osoby mogą mieć innego typu problemy w pracy. Dla niektórych rozstanie może być nawet przepustką do popadnięcia w alkoholizm... Człowiekowi, który budował swój świat wokół tej drugiej osoby, nagle po jej odejściu wszystko inne wydaje się być nieistotne. Po co wstawać rano z łóżka do szkoły/na uczelnię/do pracy kiedy wydaje się nam, że nie ma po co już żyć? Na to pytanie nie zamierzam teraz odpowiadać bo...

Bo w tej notce chciałbym zwrócić uwagę na inną rzecz. Rozstanie to na tyle trudna sytuacja, że dodatkowe problemy które się po niej pojawiają mogą nas tylko jeszcze bardziej dobić. Stąd moja rada: nie dokładaj sobie dodatkowych problemów. Mimo, że to czasem bardzo trudne: nie zawalaj innych rzeczy. Czasem trudno jest się zmusić do normalnej aktywności, którą do tej pory prowadziliśmy. Kiedy człowiek nie przesypia paru kolejnych nocy, prawie nic nie je, to nie ułatwia mu to np. nauki do egzaminów.

Z mojej perspektywy wynika, że warto się jednak zmusić do tego wysiłku, warto to zrobić bo za parę tygodni, kiedy nasza sytuacja emocjonalna powinna się powoli normować, może się okazać, że musimy sobie poradzić z kolejnymi problemami, powstałymi w konsekwencji naszego zaniedbania. Te wszystkie problemy będą się nawarstwiać i tworzyć kolejne komplikacje. Przez to, że zawaliliśmy jakiś egzamin, przez to, że porzuciliśmy jakiś projekt któremu wcześniej poświęciliśmy masę czasu, nasza samoocena (która zazwyczaj w czasie następujacym po odrzuceniu nas przez drugą osobę gwałtownie spada) może upaść jeszcze niżej.

Natomiast jeśli w tych najtrudniejszych momentach, za sprawą czasem wielkiego wysiłku, poradzimy sobie z innymi aspektami naszego życia, będziemy się starać żeby rozstanie nie wpłynęło znacząco na pogorszenie naszych wyników w szkole/na uczelni/w pracy, to po jakimś czasie będziemy z tego dumni. Po jakimś czasie właśnie to pozwoli nam się podnieść po rozstaniu, pozwoli uwierzyć nam we własne możliwości. Jeszcze raz niczym mantrę powtórzę: po rozstaniu nie zawalaj innych rzeczy w swoim życiu! Nie dokładaj sobie dodatkowych problemów!

 

10:25, jakporadzicsobiezrozstaniem , Moje przemyślenia
Link
sobota, 07 marca 2009

 

Rozstanie prowadzi u większości osób co najmniej do tymczasowego zaburzenia samooceny. Po rozstaniu niektórzy czują się jakby stracili sens życia. Jakby nie mieli po co żyć. Jakby kompletnie byli niepotrzebni innym ludziom. Jest to iście potworne uczucie... z którym jednak można sobie próbować poradzić.

Moja rada: zrób coś dla innych, pomóż innym ludziom. Zawsze jest tak, że istnieje coś, co możemy my sami ułatwić innym osobom. Pomóżmy w domowych obowiązkach rodzinie, zainteresujmy się problemami naszych przyjaciół. Jeśli mamy dużo czasu może warto pomyśleć o jakimś wolontariacie?

W tej chwili może być trudno sobie wyobrazić to jak niektórzy ludzie mogą czuć się wdzięczni za bardzo małe rzeczy, które dla nich robimy bezinteresownie (chociaż tutaj po prawdzie nie jesteśmy do końca bezinteresowni, bo myślimy o własnym samopoczuciu - ale to nie jest nic, czego należałoby się wstydzić). Dla nas pewne drobne uczynki są mało ważne, zaś dla innych ludzi mogą znaczyć więcej niż nam się wydaje.

Chęć pomocy innym to też jedna z wielu motywacji dla mnie, która sprawiła że zacząłem pisać tego bloga. Rozstanie to koszmarna sytuacja. Ludzie, którzy przez nie przechodzą mają czasami najczarniejsze myśli. Nie wiem na ile w tym naiwności, ale wierzę, że może komuś moja pisanina jakoś pomoże pozbierać się po zostaniu odrzuconym. Jeśli chociaż jednej osobie przydadzą się niektóre rady, zaserwowane przeze mnie, to warto było zacząć pisać tego bloga...

 

12:50, jakporadzicsobiezrozstaniem , Moje przemyślenia
Link
środa, 04 marca 2009

 

Czy nieszczęścia chodzą parami? Skąd w ogóle takie pytanie? Cóż takie pytanie pewnie by sie nie pojawiło nigdy gdyby nie ludowe przysłowia typu: "biednemu wiatr w oczy wieje", "nieszczęścia zawsze chodzą parami". Kiedy dochodzi do rozpadu związku możemy odnieść wrażenie, że tak faktycznie jest - że jedno niepowodzenie przyciąga drugie, a tamto kolejne.

Z czego to wynika? Po pierwsze, należy mieć na uwadze że po rozstaniu nasz poziom odporności na porażki, na stres się zmniejsza. Sytuacja, która wcześniej nie stanowiłaby dla nas aż takiego problemu, w tym nieprzyjemnym momencie kiedy próbujemy się pozbierać po opuszczeniu, może być przez nas postrzegana jako kolejne nieszczęście. Nawet drobne problemy mogą przelać przysłowiową czarę goryczy.

Po drugie, dużo tutaj zależy od naszego nastawienia. W wielu przypadkach ludzie po rozpadzie swojego związku patrzą na życie tak jakby się chyliło ono ku upadkowi. Człowiek może sobie myśleć: no tak teraz zostawił mnie mój partner, idą czasy kryzysu więc pewnie zaraz wywalą mnie z pracy, a do tego odzywają się moje problemy zdrowotne. W ten sposób można łączyć te wszystkie wydarzenia, nawet jeśli nie mają ze sobą wiele wspólnego.

Po trzecie, teraz napiszę coś co stanowi odmienną perspektywę, do tego co napisałem powyżej. W niektórych przypadkach istnieje pewna zależność między kolejnymi naszymi niepowodzeniami. Po rozstaniu mamy problemy ze snem, jedzeniem. Jesteśmy bardzo zestresowani. To może prowadzić do tego, że np. zawalimy jakiś egzamin na studiach, że w pracy będziemy mniej efektywni, że z powodu stresu nagle zachorujemy. W takiej sytuacji należy pamiętać, że pewne rzeczy są od nas niezależne i nie załamywać się, nie umniejszać swojej wartości tylko dlatego, że nie zdaliśmy jakiegoś egzaminu na studiach. Musimy pamiętać, że przez pewien czas pewne rzeczy mogą być dla trudniejsze. Ale to wszystko minie!

Jak wybrnąć z takiej sytuacji, kiedy nagle pojawia się w naszym życiu jeden problem za drugim? Przede wszystkim należy wtedy unikać myślenia o rozstaniu, jako o zdarzeniu przez które nasze życie jest na krzywej pochyłej. Starajmy się do każdego problemu podchodzić osobno. Zamiast w jednej chwili się zastanawiać jak rozwiązać problem w pracy, myśleć o naszej przeszłości z drugą osobą, martwić się o nasze zdrowie, należy po prostu każdy problem traktować w oderwaniu od innych. Rozwiązujmy problemy stopniowo, po kolei. Wszystkiego na raz nie da się naprawić.

Co jest bardzo ważne: trzeba pamiętać że ten trudny okres w naszym życiu to okres przejściowy. Warto się zawziąć w sobie i powiedzieć głośno: "do jasnej cholery jest trudno, ale poradzę sobie z tym! Dam sobie z tym wszystkim radę. Może następne miesiące będą najtrudniejszymi w moim życiu, ale wreszcie przyjdzie taki dzień kiedy znów spotka mnie szczęście". Aby uwierzyć w to, co mówimy warto przypomnieć sobie (bądź dopiero przeczytać) historie osób, które są puentowane w następujący sposób: "to był dla mnie bardzo trudny. Przez ponad rok każdego dnia rano nie potrafiłem wstać z łóżka, nie chciało mi się żyć. Ale przyszedł pewien dzień, który to wszystko odmienił. Znów kogoś kocham, znów czuję się kochany. Warto było przez to wszystko przejść żeby być znów szczęśliwym".

Reasumując: aby w skrócie odpowiedzieć na pytanie postawione na początku naszych rozważań należy stwierdzić, że to czy nieszczęścia chodzą parami, zależy w dużym stopniu od naszej percepcji, od naszego nastawienia. Jeśli odpowiednio podejdziemy do przykrych wydarzeń, które nas spotykają, to nie musimy się obawiać, że zrujnują nam one nasze życie.

 

09:45, jakporadzicsobiezrozstaniem , Moje przemyślenia
Link
wtorek, 03 marca 2009

 

Niektóre osoby radzą: rzucił Cię chłopak/dziewczyna? To znajdź sobie jak najszybciej kolejnego/kolejną. Nie tylko sobie poprawisz nastrój, ale jeszcze wkurzysz swoją byłą połówkę gdy zobaczy, jak bardzo atrakcyjna/y jesteś.

Nie wiem - może w przypadku krótkich związków takie postępowanie ma jakiś sens. Ja jednak w tym blogu, odnosząc się w dużej mierze do własnych doświadczeń, staram się analizować sytuację osoby, która jest opuszczona nie po paru tygodniach, czy miesiącach, ale po paru latach związku.

Z takiej perspektywy... mimo, że jest pokusa to radziłbym poczekać z wchodzeniem w kolejny związek. Jest to rozsądne rozwiązanie z dwóch różnych punktów widzenia.

Po pierwsze, pomyślmy o o sobie. Czy jeśli od razu zmienimy obiekt swoich fascynacji to czy na pewno to ułatwi nam poukładać sobie różne rzeczy w głowie? Czy to przypadkiem nie spowoduje tego, że pewne kwestie, pewne emocje nie zostaną należycie przepracowane. W takiej sytuacji one kiedyś mogą do nas wrócić, wręcz ze zdwojoną siłą. Czas, który następuje po rozstaniu to dobry czas żeby zastanowić się nad różnymi kwestiami i problemami. Najczęściej jest tak, że związek rozpada się z winy obydwu stron. Nie zachęcam do zamartwiania się i dobijania się myśląc o rzeczach, które można było zrobić, żeby ten związek przetrwał, a których się nie udało zrobić. Zachęcam za to do tego, żeby potraktować to jako lekcję, która być może w przyszłości pozwoli nam uniknąć tych samych błędów. Może właśnie dzięki temu rozstaniu, kolejny nasz związek będzie zbudowany na bardziej stabilnych fundamentach? Co więcej... może czas po rozstaniu to dobry czas, żeby zobaczyć jak to jest być singlem? Może to nie jest wcale taka straszna sytuacja jak nam się wcześniej wydawało? Może potrafimy w takiej sytuacji podobnie się cieszyć życiem? Jeśli mamy trudności z byciem szczęśliwym z własnym sobą, to takie problemy możemy przenosić do kolejnego związku.

Po drugie, pomyślmy także o osobie, z którą zaczynamy nowy związek. Czy ona się nie będzie czuła dziwnie, kiedy po paru letnim związku dość szybko się nią zainteresujemy? Czy nie będzie się obawiała, że jest nam potrzebna tylko do tego, żey ukoić ból (a więc na ograniczony czas)? Czy uda się przy tej osobie uniknąć nam wspominania eks partnera? Czy będziemy potrafili tę osobę od razu obdarzyć szczerym uczuciem? Czy przypadkiem nie dojdzie do tego, że po paru tygodniach, czy miesiącach, po tym jak dojdziemy już do wewnętrznego ładu, to dojdzie do kolejnego rozstania, tym razem z naszej inicjatywy? Czy sami chcemy zadawać ból, jakiego właśnie doświadczamy?

Nie ma łatwych odpowiedzi na te pytania. Trudno przewidzieć przyszłość. Jednak sugeruję, żeby przed angażowaniem się w kolejną relację chociażby sobie postawić te pytania...

 

11:26, jakporadzicsobiezrozstaniem , Moje przemyślenia
Link
sobota, 28 lutego 2009

 

W wielu związkach mamy do czynienia z sytuacją, w której ta druga osoba, jest taką osobą z którą głównie spędzamy czasu, z którą głównie dzielimy swoje myśli. W przypadku nagłego rozstania, gdy z dnia na dzień się dowiadujemy że to koniec trudno sobie wyobrazić brak kontaktu z naszym byłym partnerem.

Jesteśmy przyzwyczajeni, że wtedy kiedy coś nas bolało, dzwoniliśmy do niego/niej. I tu nagle kiedy spotyka nas tak wielkie cierpienie z przyzwyczajenia może ążyć do kontaktu z osobą... która jest sprawcą tego cierpienia.

Czy utrzymywanie dalszego kontaktu ma sens? Czy to nie jest przedłużanie agonii? Czy kontaktując się dalej z drugą osobą nie sprawiamy sobie za każdym razem bólu. Czy nie robimy krok w tył, kiedy po tym jak już udało nam się pozornie uspokoić znowu bierzemy telefon i wstukujemy tak często do tej pory wybierany numer?

Sprawa jest dość skomplikowana. Mając do wyboru dwie skrajne opcje: zerwać całkowicie kontakt, utrzymywać dalej kontakt - warto się zastanowić nad wynikającymi z nich konsekwencjami.

Nikt chyba nie prowadzi takich statystyk, ale z własnych doświadczeń sądzę, że w większości związków dochodzi do kryzysu, który powoduje rozstanie... jednak czasem ten kryzys może minąć i związek na nowo może zakwitnąć. Czasem dopiero rozstanie powoduje, że z naszym partnerem możemy poważnie porozmawiać. Powiedzieć co nas bolało w związku, co doprowadziło do rozstania. I wtedy może się pojawić szansa na powrót. Dlatego całkowite zerwanie kontaktu tuż po rozstaniu może (ale oczywiście nie musi) uniemożliwić całkowicie taki powrót.

Z drugiej strony utrzymywanie kontaktu sprawia ból. Powoduje, że za każdym razem kiedy słyszymy głos tej drugiej osoby, za każdym razem kiedy widzimy tę drugą osobą... coś w naszym sercu zaczyna kłuć. Zamiast zmienić nastawienie, zamiast przysłowiowo "iść do przodu" ciągle wracamy do tego co było. Ciągle mamy nadzieję, że może jeszcze coś się zmieni. W ten sposób trudno się oduzależnić od drugiej osoby. Całkowite zerwanie kontaktu, skoncentrowanie się na budowaniu relacji z innymi ludźmi podejrzewam, że pozwoli nam szybciej uświadomić sobie, że życie bez tej drugiej osoby też jest możliwe.

W przypadkach kiedy definitywnie wiadomo, że to koniec związku... ja najczęściej sugerowałbym zerwanie kontaktu (inna sprawa, że trudno wyznaczyć granicę tego, kiedy koniec jest definitywny, a kiedy nie). Może nie zawsze, może nie do końca życia. Ale na pewien czas. Na parę tygodni, na parę miesięcy. To będzie trudne, to wymaga dużej dawki konsekwencji, ale jest możliwe.

Kiedy już sie nauczymy polegać na sobie, bądź na innych ludziach. Kiedy trochę zobojętniejmy na drugą osobę (kluczowe słowo to trochę - rzadko kiedy da się zupełnie zobojętnieć). Kiedy pogodzimy się z rozstaniem. Wtedy przyjdzie czas na odnowienie kontaktu...

Pytanie: tylko czy wtedy ten kontakt będzie nam jeszcze potrzebny?

W pierwszej notce na tym blogu zaznaczyłem, że w większym stopniu interesuje mnie tutaj opisanie sposobów, które pozwolą nam pozbierać się po rozstaniu, niż takich które sprawią, że nasza dawna połówka będzie chciała do nas wrócić. Z tej perspektywy zerwanie kontaktu wydaje się bardziej użyteczne niż jego podtrzymywanie.

 

22:29, jakporadzicsobiezrozstaniem , Moje przemyślenia
Link

 

Co zrobić gdy po rozstaniu nic nam się nie chce? Gdy jesteśmy bez sił, bez energii? Gdy nie potrafimy czuć radości? Jedna z moich propozycji to: sport. Zamiast siedzieć w domu i użalać się nad sobą lepiej wyjść na świeze powietrze. Chociażby na mały spacer. Jeśli mamy więcej energii to możemy pójść pobiegać, wybrać się na rower, skoczyć na basen. Może trudno się do tego zmobilizować ale po chociażby godzinie takiego ruchu na świeżym powietrzu będziemy czuli się trochę lepiej (a niektórzy znacznie lepiej).

Dlaczego tak się dzieje?

Po pierwsze, oderwiemy się od ciągłych, natrętnych myśli, które dotyczą cały czas tego samego tematu. Po drugie, wysiłek fizyczny powoduje, że w naszym organizmie zachodzą pewne przemiany chemiczne, które sprawiają że później czujemy się szczęśliwi (nie jestem znawcą, dlatego w szczegółach nie opiszę tego procesu, faktem jest że coś takiego realnie zachodzi). Po trzecie, to że się zmęczymy ułatwi nam wieczorne zasypianie, które zwłaszcza z początku nie jest rzeczą prostą. Po czwarte, chociaż jeszcze teraz jeszcze chyba nie czas na tego typu myślenie, ale dzięki regularnemu bieganiu/pływaniu/jeżdzeniu na rowerze nabieramy dobrej formy, stajemy się bardziej szczupli... summa summarum stajemy się bardziej atrakcyjni dla osób płci przeciwnej :)

Co prawda chwilowo aura nie sprzyja, żeby uprawiać sport na wolnym powietrzu (ale dla dziewczyn jest chociażby fitness)... ale poczekajmy jeszcze parę tygodni, aż zawita wiosna - wtedy już nie będziemy mieli takiej wymówki!

 

12:55, jakporadzicsobiezrozstaniem , Moje przemyślenia
Link
piątek, 27 lutego 2009

 

Z własnych doświadczeń i doświadczeń innych osób wiem, że niektórym w chwilach rozstania pomaga muzyka. Jedni lubią się dzięki niej jeszcze bardzo zdołować (tym polecam kawałek Edyty Bartosiewicz "Ostatni", bądź piosenkę Kasi Kowalskiej "Wyznanie"), inni starają się dzięki muzyce natchnąć pozytywnie do życia/negatywnie do drugiej połówki.

W 2007 roku redaktorzy serwisu AskMen.com sporządzili listę 10 najlepszych piosenek na rozstanie.

Oto ta lista:

1. "Back Off Bitch" - Guns N' Roses
2. "Go Your Own Way" - Fleetwood Mac
3. "(I Hate) Everything About You" - Three Days Grace
4. "Hurt" - Nine Inch Nails
5. "(I Just) Died In Your Arms" - Cutting Crew
6. "I Will Survive" - Cake
7. "Always On My Mind" - Elvis Presley
8. "This Love" - Pantera
9. "Achy Breaky Heart" - Billy Ray Cyrus
10. "No Woman, No Cry" - Bob Marley And The Wailers


W moim odczuciu nie wszystkie te kawałki zasługują na zainteresowanie... ale może Wam się spodobają. Mój faworyt to: Cake "I will survive".

Ja dodatkowo na trudne momenty mogę polecić:

Skin "Lost"

Kasia Kowalska "Antidotum"

Inne zestawienie utworów na rozstanie znajdziecie tutaj: http://www.goldenline.pl/forum/muzyka/188357/s/1

 

10:17, jakporadzicsobiezrozstaniem , Moje przemyślenia
Link